Hej hej :D
Jestem Yukari, lat 16, mieszkam niedaleko stolicy, humanistka, która w przyszłości będzie pracować w Macu <3 W M&A siedzę już 3 lata, chociaż ostatnio mój zapał trochę się wypalił. Moja ukochana i urocza Dia zaczęła blogować, więc mi też się zachciało. Nie wiem jeszcze do końca o czym będę pisać, ale trzymajcie kciuki ^^.
Na sam początek, aby dać się poznać, postanowiłam napisać o gatunku josei - za co go kocham i dlaczego odegrał ważną rolę w moim życiu.
Dla niedoinformowanych - josei to gatunek mang i anime, którego grupą docelową są kobiety 20+, które ukończyły już liceum. Przedstawiona historia przedstawia wątki zwykłego życia - miłość bez słodkiej i sierotowatej otoczki shoujo, czasami z elementami fantastyki. Wywodzi się od niego, niestety, yaoi (nie lubię, I love Yuri <333).
Moja dzisiejsza historia zaczyna się ponad 3 lata temu, gdy moja przyjaciółka, która oglądała anime próbowała namówić do tego mnie - najpierw pokazała mi jeden, ponoć mega zabawny odcinek Naruto, potem namówiła do Vampire Knight, które nieszczęśliwie zacięło się w połowie 2 odcinka (wtedy było trudniej znaleźć w internecie odcinki) oraz kazała obejrzeć jakieś 10 minut jakiegoś tam odcinka Special A. Szybciej przekonała moją młodszą siostrę niż mnie xD.
Przyszedł styczeń '12. Moja koleżanka czasami opowiadała mi akcje jakiejś mangi lub anime, ale nigdy mnie nie zaciekawiła. Tym razem padło na mangę Hapi Mari. Pisała do mnie równolegle czytając, a akcja mnie zaintrygowała, więc w końcu się zdenerwowałam i kazałam dać jej link - I TAK SIĘ ZACZĘŁO.
Opis: Takanashi Chiwa to młoda kobieta pracują w biurze, której ojciec jest zadłużony. Nie ma szczęścia do miłości. Gdy szef wezwał ją do siebie nie spodziewała się, że zaproponuje jej... małżeństwo! Małżeństwo bez miłości, z którego obie strony miały odnieść korzyści.
Po pierwszej mandze minęło trochę czasu, zanim obejrzałam anime. Również za rekomendacją w.w. koleżanki jako pierwsze zobaczyłam Usagi Drop. Anime od początku pokochałam, a gdy je skończyłam koleżanka śmiała się z tego, że próbowała mnie przekonać wampirami i ninja, a wystarczyło mi dać coś o zwykłym życiu ^^.
Opis: Nikt z rodziny nie spodziewał się, że zmarły dziadek jako spadek pozostawi nieślubną córeczkę Rin. Matka dziewczynki przepadła, a nikt z krewnych nie chce się nią zaopiekować. Zadania podejmuje się 30-letni kawaler Daikichi, który nie jest w stanie zostawić dziecka samego. Tak zaczyna się jego przygoda jako młody ojciec.
Anime jest przekochane, jednak słyszałam już wiele niepochlebnych opinii o zakończeniu mangi...
Minęło trochę czasu i moją pasją zainteresowała się koleżanka z klasy. Powiedziała mi o swoim pierwszym anime, Nanie, której nienawidziła, ale dzięki niej obejrzała inne tytuły. Stwierdziłam, że muszę to obejrzeć, szczególnie, że kiedyś już o nim słyszałam. Na początku szło ciężko - nie podobała mi się kreska, postać Hachi działała mi na nerwy, a muzyka Blast nie trafiała w mój gust. Z czasem pokochałam wszystko w tym anime - nawet kreskę, Hachi, muzykę, a szczególnie przyjaźń obu Nan oraz paring Reira x Shin <333. Wylałam hektolitry łez i wylewam je za każdym razem, gdy wracam do Nany. Gdybym mogła, to skandowałabym pod oknem Ai Yazawy, że dokończyła mangę, a jeśli by się nie zgodziła, to przeniosłabym się pod wydawnictwo, żeby pozwolili wydać mangę w Polsce.

Opis: Nana Komatsu jedzie do Tokio, aby zacząć wspólne z życie z chłopakiem, Nana Osaki chce w Tokio zaistnieć jako piosenkarka. Przeznaczenie sprawia, że dziewczyny spotykają się - obie mają 20 lat, obie chcą zacząć nowe życie, obie dźwigają na swoich barkach ciężar przeszłości i obie zostają najlepszymi przyjaciółkami.
Zakochana w Nanie zapragnęłam sięgnąć po więcej twórczości Ai Yazawy. Paradise Kiss widziałam dużo wcześniej, jednak nie urzekło mnie zbytnio - być może byłam jeszcze za młoda xD. Postanowiłam nabyć mangę i oczywiście pokochałam ją, nawet zakończenie. Uwielbiam bohaterów i świat, jaki stworzyła tu autorka.
Opis: Yukari Hayasaka odkąd pamięta uczy się, aby zadowolić matkę. Aktualnie uczęszcza do dobrego liceum, jednak nie jest szczęśliwa. Wszystko się zmienia, gdy zaczepia ją chłopak z agrafkami w ciele. Chce, żeby Yukari została modelką jego grupy na szkolnym pokazie mody. Chociaż dziewczyna na początku nie zgadza się, ale poznaje projektanta George'a i zarażona pasją ParaKiss'u zostaje wciągnięta w świat mody.
Chciałabym również krótko wspomnieć o samej postaci Yukari z Paradise Kiss. Ktoś spostrzegawczy mógł zauważyć, że taki sam jest mój pseudonim. Co prawda pomysł na niego nie pochodził z tej mangi, jednak byłam świeżo po lekturze ostatniego tomu i w Yukari odnalazłam siebie - też jest bardzo wysoka xD. Poza tym podziwiam Yukari - za jej siłę, by zmienić swoje życie i dążenie do celu za wszelką cenę.
Podsumowując:
pierwsza manga - josei
pierwsze anime - josei
ukochana manga - josei
ukochane anime - josei
ukochana postać - z josei
Moją zależność od josei uświadomiłam sobie dopiero pół roku temu, gdy na Animatsuri '14 poszłam na panel o josei, bo się zaczęłam nudzić. Prowadzące opowiedziały tam o większości tytułów anime, które można obejrzeć z polskimi napisami. O ile Nany i Paradise Kiss się spodziewałam, tak byłam w ogromnym szoku, gdy zobaczyłam Usagi Drop. Już wtedy stwierdziłam, że to przeznaczenie i że jestem mega dorosła xD. Na informację, że Hapi Mari to również moje ukochane josei trafiłam niedawno przeglądając forum Waneko.
Ten gatunek kocham właśnie za realizm i niebanalne postacie. Coraz gorzej czyta mi się shoujo, gdzie bohaterka jest irytująca, a historia kończy się wielką miłością i zawsze ten chłopak jest tym jedynym. Niektóre josei'e można porównać do shoujo, np. Hapi Mari, dlatego kibicując wydawaniu tego gatunku w Polsce nie umiem znaleźć wsparcia u kobiet, które chcą takie mangi, bo nie lubią czytać o szkole, którą skończyły (1 LO się kłania). W josei doceniam prawdziwe problemy, przeżywam razem z bohaterami, a przedramatyzowane bieganie za chłopakiem nie wywołuje u mnie tylu emocji.
Na koniec wspomnę o moich dwóch perełkach, które przeczytałam ostatnio - wydane w Polsce Walkin' Butterfly i Kuragehime, o które ludzie proszą. Żałuję, że to pierwsze nie przebiło się na naszym rynku i dopiero teraz zwróciłam uwagę na tę mangę.