Jestem Yukari, lat 16, mieszkam niedaleko stolicy, humanistka, która w przyszłości będzie pracować w Macu <3 W M&A siedzę już 3 lata, chociaż ostatnio mój zapał trochę się wypalił. Moja ukochana i urocza Dia zaczęła blogować, więc mi też się zachciało. Nie wiem jeszcze do końca o czym będę pisać, ale trzymajcie kciuki ^^.
Na sam początek, aby dać się poznać, postanowiłam napisać o gatunku josei - za co go kocham i dlaczego odegrał ważną rolę w moim życiu.
Dla niedoinformowanych - josei to gatunek mang i anime, którego grupą docelową są kobiety 20+, które ukończyły już liceum. Przedstawiona historia przedstawia wątki zwykłego życia - miłość bez słodkiej i sierotowatej otoczki shoujo, czasami z elementami fantastyki. Wywodzi się od niego, niestety, yaoi (nie lubię, I love Yuri <333).
Moja dzisiejsza historia zaczyna się ponad 3 lata temu, gdy moja przyjaciółka, która oglądała anime próbowała namówić do tego mnie - najpierw pokazała mi jeden, ponoć mega zabawny odcinek Naruto, potem namówiła do Vampire Knight, które nieszczęśliwie zacięło się w połowie 2 odcinka (wtedy było trudniej znaleźć w internecie odcinki) oraz kazała obejrzeć jakieś 10 minut jakiegoś tam odcinka Special A. Szybciej przekonała moją młodszą siostrę niż mnie xD.
Opis: Takanashi Chiwa to młoda kobieta pracują w biurze, której ojciec jest zadłużony. Nie ma szczęścia do miłości. Gdy szef wezwał ją do siebie nie spodziewała się, że zaproponuje jej... małżeństwo! Małżeństwo bez miłości, z którego obie strony miały odnieść korzyści.
Po pierwszej mandze minęło trochę czasu, zanim obejrzałam anime. Również za rekomendacją w.w. koleżanki jako pierwsze zobaczyłam Usagi Drop. Anime od początku pokochałam, a gdy je skończyłam koleżanka śmiała się z tego, że próbowała mnie przekonać wampirami i ninja, a wystarczyło mi dać coś o zwykłym życiu ^^.
Opis: Nikt z rodziny nie spodziewał się, że zmarły dziadek jako spadek pozostawi nieślubną córeczkę Rin. Matka dziewczynki przepadła, a nikt z krewnych nie chce się nią zaopiekować. Zadania podejmuje się 30-letni kawaler Daikichi, który nie jest w stanie zostawić dziecka samego. Tak zaczyna się jego przygoda jako młody ojciec.
Anime jest przekochane, jednak słyszałam już wiele niepochlebnych opinii o zakończeniu mangi...
Minęło trochę czasu i moją pasją zainteresowała się koleżanka z klasy. Powiedziała mi o swoim pierwszym anime, Nanie, której nienawidziła, ale dzięki niej obejrzała inne tytuły. Stwierdziłam, że muszę to obejrzeć, szczególnie, że kiedyś już o nim słyszałam. Na początku szło ciężko - nie podobała mi się kreska, postać Hachi działała mi na nerwy, a muzyka Blast nie trafiała w mój gust. Z czasem pokochałam wszystko w tym anime - nawet kreskę, Hachi, muzykę, a szczególnie przyjaźń obu Nan oraz paring Reira x Shin <333. Wylałam hektolitry łez i wylewam je za każdym razem, gdy wracam do Nany. Gdybym mogła, to skandowałabym pod oknem Ai Yazawy, że dokończyła mangę, a jeśli by się nie zgodziła, to przeniosłabym się pod wydawnictwo, żeby pozwolili wydać mangę w Polsce.
Zakochana w Nanie zapragnęłam sięgnąć po więcej twórczości Ai Yazawy. Paradise Kiss widziałam dużo wcześniej, jednak nie urzekło mnie zbytnio - być może byłam jeszcze za młoda xD. Postanowiłam nabyć mangę i oczywiście pokochałam ją, nawet zakończenie. Uwielbiam bohaterów i świat, jaki stworzyła tu autorka.
Opis: Yukari Hayasaka odkąd pamięta uczy się, aby zadowolić matkę. Aktualnie uczęszcza do dobrego liceum, jednak nie jest szczęśliwa. Wszystko się zmienia, gdy zaczepia ją chłopak z agrafkami w ciele. Chce, żeby Yukari została modelką jego grupy na szkolnym pokazie mody. Chociaż dziewczyna na początku nie zgadza się, ale poznaje projektanta George'a i zarażona pasją ParaKiss'u zostaje wciągnięta w świat mody.
Chciałabym również krótko wspomnieć o samej postaci Yukari z Paradise Kiss. Ktoś spostrzegawczy mógł zauważyć, że taki sam jest mój pseudonim. Co prawda pomysł na niego nie pochodził z tej mangi, jednak byłam świeżo po lekturze ostatniego tomu i w Yukari odnalazłam siebie - też jest bardzo wysoka xD. Poza tym podziwiam Yukari - za jej siłę, by zmienić swoje życie i dążenie do celu za wszelką cenę.
Podsumowując:
pierwsza manga - josei
pierwsze anime - josei
ukochana manga - josei
ukochane anime - josei
ukochana postać - z josei
Moją zależność od josei uświadomiłam sobie dopiero pół roku temu, gdy na Animatsuri '14 poszłam na panel o josei, bo się zaczęłam nudzić. Prowadzące opowiedziały tam o większości tytułów anime, które można obejrzeć z polskimi napisami. O ile Nany i Paradise Kiss się spodziewałam, tak byłam w ogromnym szoku, gdy zobaczyłam Usagi Drop. Już wtedy stwierdziłam, że to przeznaczenie i że jestem mega dorosła xD. Na informację, że Hapi Mari to również moje ukochane josei trafiłam niedawno przeglądając forum Waneko.
Ten gatunek kocham właśnie za realizm i niebanalne postacie. Coraz gorzej czyta mi się shoujo, gdzie bohaterka jest irytująca, a historia kończy się wielką miłością i zawsze ten chłopak jest tym jedynym. Niektóre josei'e można porównać do shoujo, np. Hapi Mari, dlatego kibicując wydawaniu tego gatunku w Polsce nie umiem znaleźć wsparcia u kobiet, które chcą takie mangi, bo nie lubią czytać o szkole, którą skończyły (1 LO się kłania). W josei doceniam prawdziwe problemy, przeżywam razem z bohaterami, a przedramatyzowane bieganie za chłopakiem nie wywołuje u mnie tylu emocji.
Na koniec wspomnę o moich dwóch perełkach, które przeczytałam ostatnio - wydane w Polsce Walkin' Butterfly i Kuragehime, o które ludzie proszą. Żałuję, że to pierwsze nie przebiło się na naszym rynku i dopiero teraz zwróciłam uwagę na tę mangę.







Awww, Yukarin~! <3 Powodzenia z blogowaniem~! Wpis bardzo ciekawy, napisany świetnie. Będę zaglądać tu jak najczęściej~! ^-^
OdpowiedzUsuńDziękuję, dziękuję <3
Usuń